Dziecięce

Żegnamy mleko mamy

TYTUŁ: Żegnamy mleko mamy

AUTOR: Joanna Świercz

ILUSTRACJE: Kamila Stankiewicz

WYDAWNICTWO: KAJIYA

ROK WYDANIA: 2018

W życiu każdej matki karmiącej przychodzi TEN dzień. Dzień, w którym postanawia, że koniec jest bliski… Najwyższy czas zakończyć „mleczną drogę”. U jednych kobiet decyzja ta zapada szybciej, u innych znacznie później. Niemniej jednak każda mamusia odczuwa to samo przerażenie na myśl o odstawianiu dziecka od piersi. Co tu ukrywać – szykuje się Armagedon. Małym cycoholikom nie tak łatwo rozstać się z ukochanym mlekiem mamy. Walczą więc zaciekle. Pozostali domownicy najchętniej sami porzuciliby wtedy Mleczną Drogę, tyle, że w poszukiwaniu innej, bezpieczniejszej galaktyki.

Ostatnio sama zachodziłam w głowę jak zabrać się za odstawianie od piersi mojej kochanej cycolindy 😉

Karmię ją piersią ponad pół roku dłużej niż zamierzałam i rok dłużej niż karmiłam Florka. Generalnie z Florkiem nigdy nie miałam podobnych dylematów. Z dnia na dzień po prostu sam się odstawił. Ponoć może tak się zdarzać, kiedy kobieta zachodzi w kolejną ciążę. Wiedziałam, że z Wikusią będzie trudno. Powiedzenie dziecku po prostu „NIE” na pewno wiązałoby się z lawiną lamentów, płaczu, traumy i stresu.  Zaczęłam wiec układać w głowie misterny plan – wyjadę na tydzień i niech sobie Pan Tata z dziećmi radzi. Kiedy wrócę dziecko nie będzie pamiętać, że kiedyś piło mamine mleko 😉

Ale czy to aby dobry pomysł? Na pewno doskwierałaby nam straszliwa tęsknota… Jakoś nie mogłam sobie tego wszystkiego wyobrazić. Tłumaczenia, że Wikusia jest już duża itp. itd. Też nie przynosiły pożądanego efektu…

I wtedy usłyszałam o tej książce…

„Żegnamy mleko mamy” Joanna Świercz,
Wydawnictwo KAJIYA

Jeszcze książki nie otworzyłam, a już wiedziałam, że na pewno mi się spodoba. Nie chodziło tylko o śliczną okładkę, na której mama w fajnie wielgachnych skarpetach 😉 tuli swojego synka, ale o opis z tyłu książki. Autorka informuje nas, że jej książka powstała z miłości, „która przydaje się w podwójnej dawce, gdy przychodzi moment zakończenia tzw. mlecznej drogi”. Uważam, że to bardzo piękna i wzruszająca deklaracja. Czułam, że cała książka taka będzie. Piękna i wzruszająca.

Nie myliłam się. Jestem książką totalnie oczarowana! Pozycja ta na pewno przypadnie do gustu każdemu rodzicowi, który wychowuje swoje dzieci w duchu rodzicielstwa bliskości.

Na kartach książki poznajemy Kubusia. Jego historia jest nam – rodzicom bardzo bliska 😉 Chłopiec jest jeszcze malutkim niemowlakiem, którego całym światem jest jego mama. Kocha jej głos, zapach, odgłos bicia serca. Mama zawsze jest przy nim, kiedy jej potrzebuje. Kubuś je na razie tylko mleko mamy, zawsze, kiedy ma na nie ochotę, czyli bardzo, bardzo, bardzo często ;-). Dzięki mleku mamy chłopczyk szybko rośnie. Któregoś dnia Kubuś zaczyna próbować warzyw, kiedy indziej owoców, a w końcu także innych smakołyków. Już nie musi pić mleka mamy tak często jak kiedyś. Pewnej nocy mama mówi Kubusiowi, że dziś nie dostanie mleczka przed snem. Obdarowuje synka za to buziakami usypiakami, które szybko przywracają maluchowi uśmiech na twarzy. Stopniowo mleczka w życiu Kubusia jest coraz mniej, aż Kubuś nie potrzebuje go już wcale.

Książka „Żegnamy mleko mamy” pokazuje, że odstawienie od piersi dziecka to długotrwały proces. Jest to też bardzo trudny okres dla malucha. Mleko mamy towarzyszyło dziecku od urodzenia. Nic więc dziwnego, że rozstanie z czymś co było od zawsze nie jest takie łatwe. My rodzice powinniśmy zachować cierpliwość, a dziecku zapewnić w tym czasie jak najwięcej miłości, bliskości i zrozumienia.

Nie miałam złudnych nadziei co do tej pozycji. Po prostu nie łudziłam się, że przeczytamy książkę i od razu dziecko od piersi samo się odstawi. Jednak muszę Wam powiedzieć, że książka zrobiła u nas niezłą robotę. Nadal jestem w szoku… Otóż do niedawna moje dziecię potrafiło pić z piersi nawet 4 razy dziennie. Jak nie więcej! „Żegnamy mleko mamy” w końcu mnie uwolniło! FREEDOM! Mija tydzień odkąd Wiki zrezygnowała z mleka przed snem. Oczywiście nie do końca sama zrezygnowała. Zaproponowałam jej, że może sprawdzimy, czy będzie potrafiła zasnąć, tak jak Kuba, bez cycusia. Pośpiewałam, pogłaskałam, a że dziecko było śpiące, szybciutko zasnęło. Pomyślałam sobie – WOOW. Następnego dnia też się udało. Kilka razy powiedziała, że jednak chce pierś i już nawet miała zamiar troszku pochlipać, więc ja HYC – zafundowałam jej lawinę buziaków usypiaków, tak jak to praktykowała książkowa mama Kubusia. Zasnęła bez…
Po 3 dniach już w ogóle się nie upominała o pierś. A kiedy rozmawiałyśmy o tym w dzień była z siebie taaaka dumna. Ja z niej też. Wikusia mleko pije już tylko rano po przebudzeniu i przed popołudniową drzemką. Jeśli danego dnia akurat drzemka nam wypadnie, bo gdzieś jedziemy, to karmię ją tylko RAZ dziennie! Normalnie dla mnie to jest po prostu cud, że tak bez żadnej większej tragedii, powolutku, stopniowo. Trwa to na razie tydzień, ale myślę, że już tak raczej pozostanie, aż do dnia kiedy zakończymy ten etap życiowy 😉 definitywnie.

Chyba rozumiem na czym polega fenomen książki „Żegnamy mleko mamy”. Po pierwsze książka trochę edukuję mamę, że rezygnacja z karmienia piersią jest procesem stopniowym. Nie możemy dziecka rzucić na głęboką wodę! Najlepsze efekty uzyskamy stosując metodę małych kroczków. Oszczędzając tym samym sobie i dziecku niepotrzebnego stresu. Po drugie dziecko poznaje kogoś, choćby to miał być jedynie fikcyjny bohater książki, kto znajduje się w podobnej sytuacji życiowej co ono. Utożsamia się z nim. Przecież  tłumaczyłam Wikusi nie raz, że jest już duża i że niedługo przestanie pić z cycusia. Jakoś specjalnie jej to nie ruszyło. Cycoliła w najlepsze dalej. Trafiła do niej dopiero historia Kubusia. Nagle jej własne doświadczenia stały się dla niej bardziej zrozumiałe. Dotarło do niej, że i ona faktycznie rośnie. Ha! Taka jest właśnie magia czytania! I za to kocham literaturę dziecięcą.

W ogóle najlepszym hitem jest to, że i Florek bardzo polubił książkę „Żegnamy mleko mamy” i też sam ją przynosi mi do czytania. Myślę, że powodem jest uniwersalny przekaz książki, która traktuje po prostu o MIŁOŚCI. Trzeba przyznać, że treść wspaniale uzupełniają ilustracje Kamili Stankiewicz, czyniąc książkę, po prostu, pozycją wyjątkową. Jak wiecie mam słabość do książek z pięknymi ilustracjami, a te są prze-cu-do- wne. Pełne ciepła i uczuć. Kamila Stankiewicz, za pomocą pędzla i farb, doskonale ukazała więź pomiędzy małym człowiekiem, a jego rodzicami, a przecież właśnie o niej jest ta książka. Myślę, że dlatego pozycja ta może podobać się nie tylko maluchom, które mają przed sobą rozstanie z mlekiem mamy, ale także tym starszym dzieciom, które mają to już za sobą 😉

O buziaki usypiaki mój starszak też się upomina. A jakże! Swoją drogą z tymi buziakami autorka miała naprawdę niezły pomysł.
Jedyne co mnie wkurza, kiedy czytamy wspólnie książkę w trójkę, to to, że Florek zawsze, ale to zawsze, musi popsuć tak piękne zakończenie:

– „(…) Zapach mamy ciągle był dla niego najpiękniejszy na świecie, a jej głos nadal wyjaśniał mu cały świat. Mama zawsze była obok. I zawsze będzie.”

– Nieprawda! Przecież ona kiedyś będzie umarta! Nie będzie zawsze! Wszyscy przecież kiedyś będą umarci!

…..

 

 

Książka „Żegnamy mleko mamy” do kupienia TUTAJ —–> 

 

9 thoughts on “Żegnamy mleko mamy

    1. Uważam, że autorka miała świetny pomysł na książkę. Brakowało takiej pozycji w literaturze dziecięcej.

  1. Bardzo dziękuję za ciepłe słowa. Tę książeczkę ilustrowało się bajecznie i nie ma nic wspanialszego niż widok dzieci trzymających ja w małych rączkach.
    I nie sposób dyskutować z Florkiem – wszyscy będziemy umarci! :DDD

  2. Synów bliźniaków karmiłam piersią niespełna 3 lata. Bałam się tego momentu. Ja sama długo nie byłam na niego gotowa. Martwiłam się, że będą takie przeboje, jak napisałaś. Tymczasem wystarczyło wyjaśnić, że mleczko się skończyło. Wyjechałam na jedną noc, a potem poszło gładko.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *