Dziecięce

Zagubione skarpetki i „Znajdka”

Kochani, nie wiem jak to się stało, ale po raz pierwszy w moim dorosłym życiu wygrałam jakiś konkurs (za młodu coś tam się udało może ze dwa razy 😉 )! Rzecz miała miejsce całkiem niedawno.

Konkurs organizowała na swoim fanpage’u moja ulubiona księgarnia Czytam.pl (polecam z całego serca). Moje zaskoczenie z wygranej było naprawdę przeogromne (i nie jest to fałszywa skromność nie nie 😉 ), gdyż moja odpowiedź na pytanie konkursowe była… hmm… jedyna w swoim rodzaju, choć całkiem przyziemna (w porównaniu z odpowiedziami moich rywali 🙂 ).

PYTANIE KONKURSOWE:Co lub kogo chcielibyście znaleźć?”

MOJA ODPOWIEDŹ: „Ja chciałabym znaleźć w szufladzie skarpety do pary!”

Teraz rozumiecie ten szok? Szok to dopiero przeżywa mój mąż (mówię Wam), który ma podobny dylemat i zawsze zastanawia się jak to możliwe, że w swojej szufladzie odnajduje jedynie 10 różnych pojedynczych skarpet. Cóż, przecież nie wszystko muszę robić idealnie! Hihi

Niemniej jednak nasze zagubione skarpety pozwoliły mi zwyciężyć w konkursie – zdarzenie zapisane w pamięci jako jedne z lepszych w ostatnim czasie (ja znowu chora i znowu na antybiotyku!). Moim poczuciem humoru (na przekór wszystkiemu ostatnio) wygrałam bardzo fajną książeczkę dla Florka, którą chciałabym Wam dziś zaprezentować, ponieważ według mnie jest niezwykle ujmująca i urocza.

Jest też nie lada wyzwaniem dla rodzica.

„Znajdka”, Dobrosława Rurańska, Wydawnictwo TADAM

Kiedy rozpakowałam naszą wyczekiwaną nagrodę zbladłam. O nie! Co to ma być, jakiś horror? Okładka „Znajdki” wydała mi się dość mroczna. Patrzące na mnie żółte oczyska „czegoś” ukrytego w zaroślach od razu podsunęły mi na myśl jakąś straszną historię czającą się wewnątrz, której Florek na pewno będzie się bał (jak już wcześniej wspominałam – to bardzo wrażliwy chłopczyk 🙂 ). Jednak pozory mylą, ponieważ w środku kryje się naprawdę przepiękna historia o samotności.

Ale ale „Znajdka” opisana jest samymi ilustracjami! I tu zaczyna się istne szaleństwo, ponieważ to rodzic musi własnymi słowami opowiedzieć dziecku tę historię. Muszę szczerze przyznać, że u mnie słowo pisane jest o niebo lepsze niż to mówione (a raczej zdania które układam) toteż czasami ta moja bajka to po prostu istne pomieszanie z poplątaniem. Pomimo to Florek jest „Znajdką” zachwycony.
Książka ta pozwala rodzicowi na ćwiczenia jego wyobraźni, kunsztu aktorskiego czy po prostu poprawnej polszczyzny :-), co by historia z każdym dniem stawała się jeszcze lepsza i jeszcze ciekawsza.

Natomiast, tak zupełnie już na serio, wspólne „czytanie” tej książeczki to dobra okazja do rozmowy z dzieckiem na temat samotności, wyobcowania, nieśmiałości.

Główny bohater to czarny stworek Patok (takie imię nadał mu mój synek, nie pytajcie mnie co to znaczy 🙂 ). Patok przygląda się zwierzętom, które żyją obok niego. One są szczęśliwe, są razem. Każdy ma swoją parę tylko nie Patok. On jest sam i do nikogo nie pasuje. Nigdzie, w całym lesie, nie ma takiego drugiego Patoka…

Aż tu nagle, któregoś dnia nasz bohater znajduje COŚ co na zawsze odmieni jego życie, choć pozornie przecież nie tego szukał. Nigdy jednak nie jesteśmy w stanie przewidzieć jakie niespodzianki szykuje dla nas los i gdzie odnajdziemy DOM.

Ilustracje Dobrusi Rurańskiej są niezwykłe. Charakteryzuje je niezwykła dbałość o szczegół. Każda strona książki wypełniona jest „aż po brzegi” barwnymi elementami przyrody – kwiatami, liśćmi, grzybami. Las ukazany w „Znajdce” nie jest jednak zwyczajnym lasem, a lasem magicznym, wręcz baśniowym, zamieszkiwanym przez zwierzęta nie z tego świata. Ilustracje kojarzą mi się bardzo z modnymi obecnie kolorowankami antystresowymi.

Podsumowując: polecamy, polecamy i jeszcze raz polecamy!

 

 

2 thoughts on “Zagubione skarpetki i „Znajdka”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *