Rodzinne

Początek

Długo zastanawiałam się co napisać na samym początku. Od czego w ogóle zacząć? Szczerze mówiąc nadal nie wiem co z tego wstępu wyjdzie, ale pomyślałam, że może po prostu wyjaśnię dlaczego akurat taka tematyka bloga – książki dla dzieci.

Od zawsze uwielbiałam czytać, a największą przyjemność sprawiały mi dobre kryminały. Jak chyba każda kobieta lubiłam też wzruszające historie, komedie romantyczne i książki obyczajowe. Uwielbiałam zatapiać się w dobrej lekturze. Ten kto kocha książki wie, że czytać można wszędzie i całymi godzinami – siedząc/leżąc/stojąc/czy też idąc z autobusu (w którym również się czytało) do domu. Jestem pewna, że nie tylko ja czytając zapominam o całym świecie – praniu, jedzeniu, piciu, spaniu i innych potrzebach fizjologicznych.
Oczywiście można pozwolić sobie na to jeśli nie ma się dzieci. Ja jestem szczęśliwą mamą dwójki przekochanych bąbli, dlatego już dawno nie miałam czasu, aby zatracić się w jakiejś dobrej książce (zatracić się – w rozumieniu całodniowego lub/i całonocnego czytania). Przy pierwszym dziecku w ciągu dnia mogłam posłuchać trochę audiobooków na spacerze lub umilając sobie tak prace domowe. Ba! – mogłam nawet poczytać trochę kiedy mały spał, a ja uporałam się z wszystkimi swoimi obowiązkami.
Teraz Flori ma już ponad dwa i pół roku, nie śpi w dzień, domaga się uwagi 24 na dobę, a na dokładkę pojawiła się Wikusia. Z dwójką dzieci to już jest całkiem inna bajka.
Nie muszę raczej nikogo przekonywać, że teraz skomplikowane jest dla mnie nawet znalezienie choćby chwili na ucieczkę do łazienki w celu umycia zębów. I nie oszukujmy się, książka nie ma szans w pojedynku ze snem, kiedy wiadomo co czeka nas od rana.
Oczywiście przesadzam i trochę demonizuję. Tak naprawdę czuję, że jestem właśnie tam, gdzie być powinnam i jest mi tu dobrze. Pomimo wszystko… Jest mi bardzo dobrze w roli mamy. I powiedzmy sobie szczerze jestem w tym dobra 🙂

A poza tym nadal bardzo dużo czytam – o tak – tylko „repertuar” nieco się zmienił.

Mój pierworodny uwielbia kiedy mu się czyta, dlatego czytuję mu mnóstwo książeczek
w ciągu dnia, nie tylko na dobranoc. Jestem pozytywnie zaskoczona, ponieważ Tuwima czytywaliśmy mu już kiedy miał 1,5 roku. Nowością było dla mnie to, że takie małe dziecko jest w stanie wysiedzieć z rodzicem przy książeczce i po skończonej lekturze przynieść do czytania następną. Florek uwielbia też sam wertować stronice swoich ulubionych książek dopytując się teraz już tylko czasem (uf!) o nazwę jakiejś rzeczy czy zwierzątka. Obudziwszy się rano prawie zawsze idzie po jakąś książkę, dzięki czemu czasem udaje mi się przymknąć jeszcze na trochę oko.
Śmiem wątpić, że  miłość do czytania się dziedziczy, ale coś tu musi być na rzeczy, ponieważ moja mama, a babcia Florka też kocha książki. Oczywiście nie wiem jak to będzie z tym moim synkiem w późniejszych latach. Cóż – czas pokaże.

Póki co razem z Florkiem zatapiamy się w dobrej literaturze dziecięcej (półroczna Wiktoria jak na razie na książkach próbuje jedynie ostrzyć zęby). Są takie książeczki, które mnie po prostu urzekły. I takie, bez których mój synek nie mógłby się obyć w ciągu dnia.
O nich chciałabym tu właśnie napisać.

 

 

 

One thought on “Początek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *