Dziecięce

Opowieści dla chłopców, którzy chcą być wyjątkowi 2

TYTUŁ: Opowieści dla chłopców,
którzy chcą być wyjątkowi 2

AUTOR: Ben Brooks

ILUSTRACJE: Quinton Winter

WYDAWNICTWO: K.E. Liber

ILOŚĆ STRON: 208

ROK WYDANIA: 2019

WIEK: 9+ 

Kilka dni temu miała miejsce premiera drugiej części bestsellera Opowieści dla chłopców, którzy chcą być wyjątkowi. W najnowszej książce Ben Brooks wraz z ilustratorem Quintonem Winterem, postanawiają ponownie zaciekawić nas setką opowieści o niezwykłych mężczyznach. Jest to druga książka autorstwa tego duetu, którą mam przyjemność w kilku słowach Wam przedstawić.

Opowieści dla chłopców, którzy chcą być wyjątkowi 2

Fanom poprzednich tytułów książka Opowieści dla chłopców, którzy chcą być wyjątkowi 2 na pewno przypadnie do gustu. Ponownie otrzymujemy mnóstwo ciekawych życiorysów, często zaskakujących, a nawet kontrowersyjnych. Mnie jednak chyba trochę bardziej podobała się poprzednia książka Bena Brooksa Opowieści dla dzieci, które chcą być wyjątkowe (przeczytać o niej możecie TUTAJ). Niemniej jednak najnowsza pozycja Wydawnictwa K.E. Liber jest bardzo interesująca. Znajdziecie w niej niezwykłe historie chłopców i mężczyzn, którzy własnym życiem udowodnili, że warto walczyć o marzenia swoje i innych ludzi. Często stawiając opór biedzie, nieprzychylności innych, czy własnym ograniczeniom.

Wśród opisanych w książce postaci znalazł się mój idol z dzieciństwa Andre Agassi, który od najmłodszych lat zmuszany był do wyczerpujących treningów. Otóż ojciec tego wybitnego tenisisty był bokserem, występował nawet na igrzyskach olimpijskich, a za życiowy cel wyznaczył sobie (a bardziej Agassiemu juniorowi) mistrzostwo świata w tenisie. Andre bardzo długo był nieszczęśliwy, nawet zwycięstwa nie dawały mu radości, wiedział, że potrzebuje czegoś więcej. Postanowił zacząć pomagać dzieciom, które nie mogą same wybrać swojej drogi, które dorastają w biedzie, bez edukacji, skazane na życie bez nadziei. Dzięki Andre Agassiemu zbudowano kilkadziesiąt szkół, w których dostęp do edukacji uzyskało kilkadziesiąt tysięcy dzieci. Sam kiedyś powiedział, że to nie on wybrał swoje życie, ale dzięki determinacji i ciężkiej pracy teraz sam nadaje mu sens.

Na książki Bena Brooksa trudno pozostać obojętnym, raczej albo się je kocha, albo nienawidzi. Wydaje mi się, że głównie ze względu na bardzo uwydatnioną w jego książkach obecność osób LGBT. Wiadomo, że w Polsce jest to temat bardzo drażliwy. O ile nie mam absolutnie żadnego problemu odnośnie wspomnianych osób, mimo swoich przekonań mam w sobie ogromne pokłady tolerancji i zrozumienia, o tyle uważam, że manifestowanie swojej niebinarności, określanie siebie jako „oni” i występowanie jako drag queen to za mało, aby stać się drogowskazem dla chłopców, którzy chcą być wyjątkowi. Niemniej jednak niektóre dzieci mogą utożsamiać się z tymi postaciami, a opisane historie pokazują, że mimo częstej nieprzychylności społeczeństwa można zostać sobą i być szczęśliwym. Ciężko mi jednak zrozumieć zestawienie obok siebie na kartach książki drag queen Amrou Al-Khadi i trzech Rosjan, którzy w Czarnobylu poświęcili swoje życie, aby uratować życie milionów ludzi.

Wiele historii niesie naprawdę piękne przesłanie, że wobec marzeń i ciężkiej pracy, wszelkie przeciwności losu są bezsilne. Odpowiednia motywacja i wiara we własne siły mogą odwrócić losy naszego życia. Oprócz takich historii jest też dużo ciekawych życiorysów wszelkiej maści wynalazców, odkrywców, filozofów, muzyków czy innych artystów. Podkreślić jednak należy, że niektórzy z nich mimo swoich dokonań, i tego, że byli wyjątkowi wcale nie byli szczęśliwi. Chociaż zrobili dużo dobrego dla innych, a efekty ich pracy miały olbrzymie znaczenie, często nie umieli odnaleźć swojego miejsca i nie potrafili radzić sobie ze stresem, smutkiem, czy niesioną od dzieciństwa traumą.

Sprawdzony duet, autor Ben Brooks i ilustrator Quinton Winter, tworzeniem książki dzieli się tradycyjnie po połowie. Każda opowieść opatrzona jest barwną, pełną ekspresji ilustracją. Jak przy ich poprzedniej książce, znów można powiedzieć „dla każdego coś miłego”, tylko, jak dla mnie, troszkę szkoda, że tym razem nie znalazł się w niej żaden Polak.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *