Dziecięce · Rodzinne

O chłopcu, który ujarzmił wiatr

TYTUŁ: O chłopcu, który ujarzmił wiatr

AUTOR: Williama Kamkwamby, Bryana Mealer

WYDAWNICTWO: Kapitan Nauka

ILOŚĆ STRON: 296

ROK WYDANIA: 2019

WIEK: 12+

Pośród wielu książek, jakie przewijają się przez nasz dom, trafiają się takie, które na przeczytanie przez nasze potomstwo będą musiały poczekać. Jedne krócej, inne dłużej. Taki na przykład Harry Potter zerka z półki, ale wiadomo, Samiwieciekto to trochę za straszny dziad dla naszych dzieci, więc jeszcze kilka lat upłynie zanim Harry, Ron i Hermiona będą przeszkadzać w zaśnięciu moim dzieciom (no, przyznać się, kto zarywał nocki przez panią Rowling?). Są też takie książki, na które nawet dorośli chyba nigdy nie będą wystarczająco gotowi. Jest nią na przykład O chłopcu, który ujarzmił wiatr Williama Kamkwamby i Bryana Mealera.

O chłopcu, który ujarzmił wiatr

O chłopcu, który ujarzmił wiatr to nie książka w stylu „i żyli długo i szczęśliwie”. To książka, która przybliży czytelnikowi trudy życia afrykańskich rodzin. Pozwoli mu dostrzec jak wielkie szczęście spotyka go codziennie. Autorzy dzięki opisanej historii (jeszcze mocniej oddziałuje na mnie to, że to historia prawdziwa) z pewnością zmuszą nas do refleksji na temat tego co mamy, jakie szanse otrzymujemy od losu, oraz uzmysłowi, że naprawdę często wcale nie mamy na co narzekać. Wydaje mi się, że najlepszą grupą odbiorców O chłopcu, który ujarzmił wiatr są dzieciaki w wieku ok. 12, 13 lat, którym zapał do nauki już zdążył osłabnąć, a którzy mają wielkie oczekiwania wobec rodziców, nauczycieli i ogólnie wobec całego Świata. Istnieje spora szansa, że dzięki tej książce zrozumieją, że są na świecie dzieci, które nie mają dachu nad głową (albo jest on dziurawy), nie mają pewności kiedy zjedzą następny posiłek, nie mają zabawek, pracują (bardzo ciężko) mimo młodego wieku. Te same dzieci muszą płacić za edukację i marzą o tym, aby móc się uczyć w szkole. Nauka jest dla nich przywilejem i wiedzą, że dzięki nauce będą w stanie coś zmienić w swoim życiu. W obecnych czasach częstym zjawiskiem jest wypisywanie niezbyt zabawnych zwrotów typu: „szlachta nie pracuje”. Równie popularne jest podejście do życia określone słowami „mama ma mama da”. Inna rzecz, że to głównie wina rodziców, którzy jak tylko dziecko wyrośnie z łóżeczka zasypują swoje potomstwo tabletami, stupid, tfu, smartfonami, laptopami, grami, konsolami, dronami. Ojej. Jakie moje dziecko zdolne, ma 3 lata i umie obsługiwać telefon… Super. Jeśli dziesięciolatek ma już wszystko, co można mieć, włącznie z quadem otrzymanym z okazji przyjęcia pierwszej komunii, jak ma znaleźć motywację do nauki, do stawania się lepszym, mądrzejszym człowiekiem? Siedzi na facebooku, ogląda głupoty na youtube, marnuje swoje szare komórki. Na drugim końcu świata (no prawie) zaś, żyje chłopiec, który od najmłodszych lat pomaga ojcu w uprawie kukurydzy, w czasie suszy, gdy trudno o cokolwiek do jedzenia wraz z rodziną staje przed wyborem, o jakiej porze dnia jeść jedyny posiłek. W takiej właśnie sytuacji znalazł się William Kamkwamba, współautor O chłopcu, który ujarzmił wiatr.

William Kamkwamba urodził się w Malawi, małym państewku w południowo-wschodniej Afryce. Mieszkał w białym domu zbudowanym z cegieł wypalonych z błota. Żeby przybliżyć stan chociażby systemu edukacji w wiosce Masitala, wspomnę o tym, że zamiast lekarzy odwiedza się tam szamanów, którzy diagnozując schorzenie informują chorego, iż ma on na przykład ślimaka. „Usuwają” wspomnianego ślimaka za pomocą proszków, korzeni, kości i niepodłączonej do żadnego źródła prądu żarówki. Zaiste kaganek oświaty podążał do Williama bardzo krętą i wyboistą drogą… Na domiar złego edukacja w Malawi była bardzo kosztowna i choć była spełnieniem marzeń młodego Kamkwamby, rodziców nie było stać na to, aby pokryć czesne. William mimo wszystko uczęszczał na zajęcia (ukradkiem), jednak gdy jego próby zostały ujawnione pozostało mu tylko korzystanie z biblioteki. Jako, że od najmłodszych lat interesował się elektroniką i techniką (sam budował sobie zabawki i naprawiał radioodbiorniki) właśnie w tych kierunkach zgłębiał swoją wiedzę. Po wielu próbach, wyrzeczeniach i nieuniknionych porażkach, udało mu się w końcu spełnić marzenie. Przy pomocy znalezionych na złomowisku części samochodowych, starego roweru ojca oraz wiedzy zdobytej z książek skonstruował wiatrak, dzięki któremu w jego gospodarstwie pojawił się prąd. Ten z kolei napędzał pompę, dzięki której woda ze studni nawadniała rodzinne uprawy, pozwalając nawet na dwukrotne zbiory w ciągu roku. Od tego momentu życie rodziny Williama zmieniło się diametralnie, susza nie była już dla niej groźna jak dotychczas, a sam wiatrak stał się motorem napędowym dla niewątpliwej kariery, którą udało się zrobić Chłopcu, który ujarzmił wiatr. Potem, jak w polskim kinie, wywiady, autografy, wizyty w zakładach pracy… Konferencja TED, studia w RPA i nauka w college’u w Stanach Zjednoczonych. William Kamkwamba dzięki swojemu uporowi spełnił marzenia, wyrwał się z biedy, osiągnął olbrzymi sukces i wrócił do Afryki, aby tam nieść pomoc tym, którzy mieli mniej szczęścia niż on i ułatwić drogę do szczęścia tym, którzy pragną nią podążyć.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *