Dziecięce

Nocnik nad nocnikami

Pamiętacie książkę, dzięki której Florek zaprzyjaźnił się z nocnikiem? Kto nie pamięta lub też nie widział recenzji owego poskramiacza małych siusiumajtków – odnajdzie ją TUUUTAJ.

Jak to zazwyczaj bywa w rodzinach wielodzietnych 🙂 – „ulubiony” temat w końcu powraca (tyle razy ile siusiumajtków na stanie). Tak więc, gdy Wiki skończyła 2 lata postanowiłam wtajemniczyć ją w tajniki korzystania z nocnika.

Potraktowałam swoją córkę „Nocnikiem nad nocnikami” Alony Frankel.

Skutki tego przedsięwzięcia oglądam po dziś dzień 🙂

„Nocnik nad nocnikami”, Alona Frankel, Wydawnictwo Nisza

Powiedzieć, że mojej Wikusi książka się spodobała to mało. Ona ją uwielbiała (wiem, wiem, że prawie o każdej książce tak piszę, ale naprawdę – tę trzeba było jej czytać na okrągło).

Bohaterkami „Nocnika nad nocnikami” są Basia i jej mama, która de facto jest także narratorką tejże historii.

„Basia tak jak ty, ma(…) pipcię do siusiania (…), a w pupie małą dziurkę do robienia kupki”. Specjalnie cytuję, żeby pokazać Wam jakim słownictwem operuje autorka książki. Mówi o budowie ciała i fizjologii w sposób otwarty, prozaiczny. Dostosowany po prostu idealnie do odbiorcy, którym w tym wypadku jest zapewne jakiś siusiumajtek.

Wracając do opisu Basi – nosi ona pieluszkę, do której robi siusiu i kupkę, a jej rodzicielka za każdym razem przewija ją. Pewnego dnia dziewczynka dostaje od babci w prezencie dziwne naczynie. Zaczyna zastanawiać się do czego może służyć. Chyba właśnie ten fragment sprawiał mojej córce największą frajdę, chociaż równie dużym uznaniem mego dziecia cieszył się ten z przedstawionymi częściami ciała.

W końcu narrator zdradza nam, iż tajemnicze naczynie jest nocnikiem. Ależ super! Basia postanawia spróbować zrobić do niego to i owo. I jak to w życiu bywa, czasem wychodzi, a czasem nie. Czasami dziecko zrobi kupę do nocnika, czasami na podłogę lub po prostu dalej w pieluszkę i nie jest to nic złego, jest to wręcz normalne. Takie uroki, a może raczej skutki uboczne procesu nauki. Może tak się zdarzać, a dokładniej mówiąc zdarza się na pewno u każdego dziecka. Niestety dzieci, nie wiedząc o tym, często mają problem z zaakceptowaniem swoich nocnikowych porażek, w wyniku czego u niektórych może nawet pojawić się lęk czy po prostu niechęć do nocnika. Fajnie, ze pozycja ta porusza tę kwestię.

Oczywiście historia kończy się rewelacyjnie, ponieważ Basi w końcu udaje się zrobić siusiu i kupkę do sprezentowanego nocniczka i od tej pory często go używa.

Podoba mi się bardzo, że w książce autorka zawarła fragment mówiący o odpowiedniej higienie po załatwieniu swoich potrzeb – mama z Basią razem wylewają zawartość nocnika do ubikacji, po czym myją ręce.

Wypróbujcie koniecznie tę małą, niepozorną lekturę, a może, tak jak to było w naszym przypadku, i Waszą pociechę popchnie ona w kierunku nieznanego. Ja „Nocnik nad nocnikami” polecam bardzo, bardzo, bardzo! Dziecko odpieluchowało mi się praktycznie samo 😉 A to, że po jakimś czasie na 2 miesiące wróciło do pieluszek, to już całkiem inna historia… Z resztą to było dawno i nieprawda 😉

Aaaaa! Istnieje także wersja dla chłopca. Nie widziałam jej co prawda, ale podejrzewam, iż różni się jedynie jednym małym szczegółem 😉

 

TYTUŁ: „Nocnik nad nocnikami”

AUTOR: Alona Frankel

WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Nisza

ILOŚĆ STRON: 48

ROK WYDANIA: 2009

2 thoughts on “Nocnik nad nocnikami

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *