Dziecięce

Nie chcę być duży…

Mój mały Florek powoli staje się moim dużym Florkiem. Czas zasuwa – i choć każde spodnie stają się w końcu za krótkie, a głowę mojego dziecka coraz częściej zaprzątają różne poważne dylematy (choćby dlaczego jest noc i inne tego typu), Florek nie chce być duży. Zaparł się rękami i nogami, a raczej wczepił się nimi we mnie. Mój 18 – kilogramowy kawał szczęścia chciałby niemal bez końca wisieć mi na szyi. Dopóki nie było na świecie Wikusi odnosiłam wrażenie, że dałby się raczej pokroić, żeby tylko móc uciec na własnych nogach. Obecnie każdy spacer kończyłby się niesieniem go, gdyby nie błogosławiona przyczepka do wózka (Alleluja!). Gorzej, gdy ja lub Pan Tata udamy się na spacerek tylko w towarzystwie Florka, bez Wiki (czytaj: bez wózka i przyczepki 🙂 ) – zawsze ostatecznie kończymy jako tragarze swojego pierworodnego. Nie będę już wspominać o innych zachowaniach powtarzanych przez Florka po Wiktorii, czy o zaniechaniu samodzielnego jedzenia i ubierania butów, gdyż nagle moje starsze dziecko się ich odumiało…

Wiem, że to wszystko jest przecież normą, zwłaszcza, gdy pojawi się młodsze rodzeństwo. Wiem, że tak naprawdę, to właściwie on jest jeszcze malutkim dzieckiem (to tylko przy Wiktorii zdaje się wyglądać jak wielkolud ;-P) i ma prawo do takich zachowań… Wiem to, a jednak ręce mi czasem opadają do samej ziemi.

Zamiast użalać się nad sobą – zrobiłam to, co robię zawsze, kiedy muszę uporać się z jakimś dziwnym działaniem Florka – poszukałam pozycji książkowej, która choć trochę by mi pomogła. Tym razem potrzebowałam czegoś, co między wierszami pokaże Florkowi, jak to fajnie być samodzielnym i pomoże mu, od tej swojej mamy, się chociaż trochę „odczepić”. I wiecie co? Oczywiście znalazłam taką książkę! Jeśli macie podobny problem z dziatwą, co ja, to dalejże zabierać się do czytania :-).

„Nie chcę być duży”, Guido van Genechten, Wydawnictwo Adamada

Pan Guido jak zwykle stanął na wysokości zadania. Stworzył niezwykle barwną i uroczą książkę, która na pewno zachwyci niejednego małego czytelnika ilustracjami pełnymi bogactw fauny i flory, a i sama opowieść jest całkiem do rzeczy.

Powiem więcej, jest to wręcz historia z (mojego) życia wzięta – z cyklu trudne sprawy ;-). Młody kangurek jest już na tyle duży, żeby opuścić torbę mamy i zacząć przemierzać świat na własnych nogach. Ale gdzieżby, nigdy w życiu! Kangurek woli siedzieć w ciepłej torbie i wsłuchiwać się w bicie mamusinego serca , co jakiś czas racząc się pysznym mleczkiem. Nietrudno się domyślić, że Kangurzyca nie podziela zadowolenia synka. Noszenie w torbie takiego dużego klopsa, choć bardzo kochanego, jest ponad jej siły. Zaczyna szukać sposobu, żeby „pozbyć się słodkiego balastu” :-). Stara się zainteresować kangurka otaczającym światem, aby zaciekawiony zechciał wyjść. Próbuje też na siłę wyciągać malucha z torby, ale on za każdym razem wskakuje do niej z powrotem. Ten fragment jest moim ulubionym – jakbym widziała swoje dziecko :-).  Kto ratuje Kangurzycę z opresji? Otóż rówieśnik Kangurka, który swoimi wysokimi skokami imponuje naszemu bohaterowi. Kangurek też tak chce! I problem z głowy… yyy, a raczej z torby 🙂

Tak właśnie jest w życiu (przynajmniej taką mam nadzieję 🙂 )! Nam rodzicom z pomocą przychodzą rówieśnicy naszych dzieci. Bolek i Rysio będą potrafili w przedszkolu zawiązać buty, więc mój Floruś zapewne też zechce w końcu tę czynność opanować. Koledzy będą dzielnie maszerować „ramię w ramię” z rodzicami, to przecież młody nie będzie gorszy. Wikusię niech rodzice sobie noszą! On jest już duży i może spacerować sam! Na pewno tak będzie… już niedługo… Czekam na ten czas z niecierpliwością – a najbardziej na moment, w którym Florek stwierdzi, że jest na tyle duży, żeby mógł od czasu do czasu zrobić swojej mamie śniadanie hi hi hi.

TYTUŁ: „Nie chcę być duży”

AUTOR: Guido van Genechten

WYDAWNICTWO: Adamada

ILOŚĆ STRON: 32

ROK WYDANIA: 2016

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *