Bez kategorii · Dziecięce

Naciskamy, potrząsamy, bawimy się na całego!

Oj idzie jesień. Zrobiło się zimno, mokro i szaroburo. Jedynym plusem tejże pory roku jest oczywiście to, że można mieć pretekst do leniuchowania w domu. Można leżeć sobie na kanapie calutkie popołudnie z książką w ręku, wdychając aromat stojącej tuż obok kawy.  Za oknem wichura i plucha, a my rozkoszujemy się ciepełkiem domowego zacisza. Czy Wam też jesień od razu wydała się znacznie milsza? Mogłabym tak każdego dnia ahhh… Zaraz, zaraz. No tak, może bym i mogła, ale chyba w innym życiu. Mnie natomiast czeka skakanie po liściach i kałużach oraz inne błotne sporty ekstremalne.  Cóż… Też fajnie :-). Jednego jestem pewna – śmiech moich dzieci odczaruje mi brzydką aurę jesieni.

Zachęcam Was moi Drodzy, żeby czytać dzieciakom jak najwięcej. To świetny pomysł na zabicie nudy w deszczowe dni. Poza tym czytając dzieciom poszerzamy ich horyzonty i wychowujemy je. Przede wszystkim poświęcamy im swój czas. Ostatnio przeczytałam świetną książkę, o tym jak duży wpływ na rozwój dziecka ma właśnie czytanie mu na głos. Mam zamiar trochę szerzej potraktować ten temat, ale to już przy innej okazji :-).

Książka uczy, wychowuje, rozwija wyobraźnię, ale także po prostu bawi. Może dawać naprawdę niezłą frajdę! Przekonaliśmy się o tym sięgając po tytuły Hervé’a Tullet’a. Znacie? Jeżeli jeszcze nie, to koniecznie musicie poznać!

„Naciśnij mnie”, Herve Tullet, Wydawnictwo BABARYBA

To nasza pierwsza książeczka tego autora. Florek dostał ją chyba jak miał 2 latka i do dziś nie przestała robić furory. Muszę przyznać, że wcześniej nie spotkałam się w ogóle z tego rodzaju literaturą dla dzieci. Interaktywna książka od razu kojarzyła mi się z jakimiś przyciskami, melodyjkami, światełkami, a tu proszę – niespodzianka! Ta książka, choć interaktywna, nie jest zasilana bateriami i nie wydaje z siebie ani jednego dźwięku!

Książka ta jest naprawdę niepozorna, ponieważ na jej stronach odnajdujemy tylko kolorowe kropki. Aby zabawa była przednia (a taka będzie, uwierzcie!) dziecko musi wykonywać proste polecenia zawarte w tekście. Trzeba naciskać, klaskać, potrząsać, dmuchać, obracać! Książka zachęca dziecko do niestandardowego korzystania z niej! Fajnie było obserwować uciechę Florka, kiedy odkrywał po kolei co się stanie jeśli naciśnie 5 razy na kropkę lub klaśnie dwa razy itp. Teraz już czasem nim zdążę mu przeczytać polecenie, on sam doskonale wie, co ma zrobić. Pomimo to książka ta nie nudzi mu się wcale i daje tyle samo frajdy za każdym razem.

„Naciśnij mnie” okazała się u nas w domu hitem. Nie trudno się zatem dziwić, że chcieliśmy więcej! Więcej Tullet’a! Inne tytuły okazały się równie rewelacyjne. Jeszcze nigdy nie widziałam u mojego dziecka takiego zaangażowania podczas wspólnej lektury. Ale może po kolei…

TYTUŁ: „Naciśnij mnie”

AUTOR: Hervé Tullet

WYDAWNICTWO: Babaryba

ILOŚĆ STRON: 56

ROK WYDANIA: 2015

 

TURLUTUTU. MAGICZNE PRZYGODY” i „TURLUTUTU, GDZIE JESTEŚ?”, Hervé Tullet, Wydawnictwo BABARYBA

W obu czytadełkach przyciskamy, dmuchamy, wypowiadamy śmieszne zaklęcia i wykonujemy najróżniejsze zadania, które zleca nam Turlututu. Turlututu to bardzo sympatyczny (ufo)ludek. Najbardziej charakterystyczne w nim jest chyba to, że zamiast głowy ma wielkie oko, na którym nosi koronę :-). Dziwny, to fakt, ale trudno go nie kochać!

W Magicznych Przygodach poznajemy jego planetę, wyczarowujemy razem fajerwerki, pomagamy Turlututu szybko teleportować się na randkę z Tarlatatą – wystarczy dmuchnąć, a Turlututu przefrunie góry, ha! Bawimy się kolorami, gilamy czytającego książkę, robimy śmieszne miny. W tej części możemy nawet naszego bohatera na ostatniej stronie sami pokolorować. Naprawdę bardzo dużo się dzieje, a Florek jest za każdym razem tak samo zachwycony!

W „Turlututu, gdzie jesteś?” na samym początku musimy uratować naszego bohatera, ponieważ wstrętna Lakata zamknęła go w pudełku! W zabawie często też przeszkadza nam straszny Gryzmołstwór, którego trzeba jakoś się pozbyć. Florek na przykład woła po prostu „idź sobie!”, a Gryzmołstwór posłusznie odchodzi ;-).

W tej części rysujemy także zaczarowanym paluszkiem, czy odczarowujemy Turlututu, po tym jak został zamieniony w potworka. Musimy tylko wypowiedzieć odpowiednie zaklęcia (które swoją droga są bardzo zabawne). Rodzic może mieć niezły ubaw ze swojego dziecka, który wyśpiewuje Leejdidipaaankk!

Podobnie jak w przypadku „Naciśnij mnie” wydawać by się mogło, że po jakimś czasie książki o Turlututu powinny zacząć dziecko nudzić, przecież opierają się na efekcie zaskoczenia. Nic bardziej mylnego. Flori uwielbia te książki, choć czytaliśmy je może już ze sto razy! Wciąż niosą one mu moc wrażeń, mimo że zna je praktycznie na pamięć. Nie mogę się nadziwić z jakim przejęciem moje dziecko ratuje Turlututu przed Gryzmołstworem, zakrywając go raczkami, zanim mu w ogóle przeczytam, że ma to zrobić hi hi! Ileż emocji dostarcza mu ta historyjka! Dzieci są naprawdę niezwykłe!

TYTUŁ: „Turlututu. Magiczne przygody” / „Turlututu, gdzie jesteś?”

AUTOR: Hervé Tullet

WYDAWNICTWO: Babaryba

ILOŚĆ STRON: 58 / 48

ROK WYDANIA: 2016 / 2015

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *