Dziecięce

Moje małe strachy

Strach… Któż go nie zna? Niezbyt mile widziany gość. Wygodnie rozsiada się nieproszony, od czasu do czasu, w naszych sercach, głowach, brzuchach… Każdy się czegoś boi, nieważne, młody czy stary. To zupełnie normalne. Powiedziałabym nawet, że jest to raczej zjawisko naturalne. Za dziwaka miałabym kogoś kto mówi, że strachu nigdy nie odczuwa. Albo za kłamcę…

Dzieci muszą wiedzieć, że strach jest ok, że to nie żaden wstyd bać się. Boi się każdy – mama, tata, dziadek, babcia, pan policjant, pani nauczycielka, kolega, choć na pewno się nie przyzna ;-). W dzieciństwie najczęściej lękamy się nieznanego, tego czego nie rozumiemy. Moje dzieci na przykład po kolei, najpierw jedno, potem drugie, panicznie bały się dźwięków zza ściany. Szuranie, pukanie, śmiechy, czy odgłos wiertarki u sąsiadów wywoływały u nich ogromny lęk. Teraz już się nie boją. Zrozumiały, że to po prostu hałasują ludzie mieszkający tuż obok.

Z czasem dziecięce lęki idą w zapomnienie. Oswajamy swoje potwory, poznajemy je, uczymy się stawiać im czoła. Powoli dorastamy.

Od Wydawnictwa Mamania otrzymaliśmy niedawno pięknie wydaną książkę, która jest prawdziwą księgą małych strachów i zarazem księgą wielkiej odwagi. Przeczytajcie recenzje jeśli się nie boicie 😉

„Moje małe strachy. Księga odwagi” Jo Witek, Christine Roussey,
Wydawnictwo Mamania

„Moje małe strachy. Księga odwagi” jest bardzo ładnie wydana. Ma twardą oprawę. Kartki nie są kartonowe, ale są bardzo grube z dużą ilością otworków, w które dzieci tak uwielbiają wtykać paluchy! Otwory mają jednak w tej pozycji szczególne zadanie. Mają mianowicie naszym maluchom troszkę namieszać w głowach w myśl zasady, iż strach ma wielkie oczy. Już sama okładka i pierwsza strona przywołują to znane wszystkim powiedzenie. Otóż na okładce widzimy wycięte wielkie, groźne oczy. Po otwarciu książki spodziewamy się więc ujrzeć strasznego stwora, tudzież innego potwora, w całej okazałości. Ku naszemu zaskoczeniu z pierwszej strony jednak uśmiecha się do nas bardzo miła, sympatyczna buzia. To co wydawało się straszne, w rzeczywistości takim wcale nie było.

Bohaterką książki jest mała dziewczynka, która ma mnóstwo różnych obaw. Jest ich tyle, że mogłaby jak twierdzi usypać z nich wielką górę. Kiedy dziewczynka się boi chowa się w swoim wymyślonym igloo. Jak większość dzieci lęka się też ciemności, nieznanych hałasów, dziwnych odgłosów. Bogata wyobraźnia nie jest wtedy jej sprzymierzeńcem. Dziewczynka ma jednak swoje sposoby na przepędzenie strachów, które zdradza małemu czytelnikowi. Choć myślę, że autorzy w tym miejscu kierują się głównie do rodziców pozostawiając im spore pole popisu. Przecież zwykłej lampce, ulubionemu misiowi, czy mięciutkiej piżamce, można przypisać magiczne, ochronne właściwości 😉

Bohaterka książki bardzo boi się wielkiego psa pana Martina, szczególnie gdy ów zwierz głośno szczeka i szczerzy kły. Osobiście to jej się wcale nie dziwię. Dziewczynka wie, że w takiej sytuacji, by poczuć się bezpieczniej, zawsze może mocno ścisnąć rękę mamy. Autorzy książki przypominają, że strach szybko znika, gdy obok nas jest ktoś, kto nas wspiera. Chociaż sami się boimy, możemy być wsparciem dla mniejszych od nas. Gdy na dworze szaleje burza nasza mała bohatera odnajduje w sobie dość siły by dodać odwagi swojej malutkiej przestraszonej siostrze. Wystarczy, że wie, z czym ma do czynienia. Przecież to zwykłe wyładowanie atmosferyczne 😉

Nawet wiatr za oknem może przypominać nam wycie złego, straszliwego wilka, ale to przecież tylko wiatr. A może tak burze, wiatr i własny lęk zagłuszyć śpiewem?

Strach może przybrać naprawdę wiele postaci, choćby Pani z przedszkola 😉 Nawet ci, których znamy, gdy zrobią straszną minę lub krzykną, mogą nas przerazić. Musimy jednak pamiętać, że każdy miewa gorszy dzień. Złość zazwyczaj szybko mija, a wraz z nią znika groźna mina!

Bać można się także malutkiego pajączka. To żaden wstyd! Otuchy dodają zapewnienia tych starszych (choćby nawet o kilka lat) i mądrzejszych, którzy zapewniają, że i oni, kiedy byli mali, bali się wszystkiego.

Na ostatniej stronie widzimy, że góra obaw i lęków bohaterki, która straszyła swymi rozmiarami na początku książki, bardzo się zmniejszyła. Ostatnie zdania są idealną puentą i na pewno dodadzą otuchy niejednemu małemu strachajle:

„Moja góra usypana z obaw i różnych lęków
bardzo się skurczyła. Teraz jest malutka, taka tyci.
Myślisz, że już dorosłam?”

TYTUŁ: „Moje małe strachy. Księga odwagi”

AUTOR: Jo Witek

ILUSTRACJE: Christine Roussey

WYDAWNICTWO: Mamania

ILOŚĆ STRON: 30

ROK WYDANIA: 2018

WIEK: 0-3 

TU KUPISZ

 

 

 

 

 

One thought on “Moje małe strachy

  1. Pięknie wydana książeczka! 🙂
    To dobrze, gdy dziecko rozumie, że strach to nic złego, ani powód do wstydu. Czasami oswojenie go, jest całkiem, całkiem łatwe.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *