Rodzinne

Mama niejedno ma oblicze…

TYTUŁ: Mama

AUTOR: Hélene Delforge

ILUSTRACJE: Quentin Gréban                                       

WYDAWNICTWO: Media Rodzina                                

ILOŚĆ STRON: 64

ROK WYDANIA: 2018

Po raz pierwszy w historii zabierając się za recenzję książki brakuje mi słów…
Wiem, że cokolwiek bym nie napisała, to i tak nie odda nawet w połowie piękna książki, którą chciałabym Wam dziś pokazać. Książki, która – może to co napiszę teraz trąci banałem,  ale jednak  – uderza w najwrażliwsze struny mojej duszy…

– Mama –

Pamiętam, że kiedy byłam w ciąży z Florkiem, podobne wzruszenie wzbudzała we mnie piosenka „Ktoś do kochania” w wykonaniu Doroty Osińskiej (polecam, przepiękna piosenka, cudowne wykonanie!) Za każdym razem, gdy jej słuchałam zaczynałam po prostu płakać… Śmiałam się z tego. Opowiadałam o tym koleżankom i nawet moje własne śpiewanie – ażeby mniej więcej wiedziały o czym jest utwór – znów wywoływało drżenie głosu, łzy.
Później oczywiście śmiech, no bo jak to?
O co chodzi? Jakie to dziwne…
Wszyscy mówili:
– To hormony.
Być może. Na pewno…
Ale myślę, że była to również kwestia podobieństwa między moim obecnym życiem, obecnym stanem, a doświadczeniami bohaterki piosenki.

Podobne uczucia dotykają mnie w trakcie lektury książki „Mama”. Nie jestem w stanie przeczytać jej nikomu. Głos mi się łamie, a łzy płyną. Było tak przy pierwszym kontakcie z książką, kiedy usiadłyśmy sobie z Wikusią żeby ją przejrzeć i przeczytać. Musiałam robić dłuższe przerwy w tekście, żeby wstrzymać wzruszenie. Co też by pomyślała sobie moja 2,5- latka widząc mamę płaczącą nad zwykłą książką? Pewnie nie wiedziałaby co się dzieje i szybko rzuciłaby się mnie ratować, pocieszać i głaskać. Głupio tak jakoś by mi było.
Gdy czytałam książkę Panu Tacie była znów powtórka z rozrywki! Z rozrywki Pana Taty rzecz jasna, który się ze mnie po prostu nabijał. Właśnie! On tego nie zrozumie. Nie poczuł tej książki tak jak ja. I trudno się dziwić, nie jest przecież mamą!

Jak nic, powodem mojego wzruszenia jest właśnie fakt, że JA tą MAMĄ jestem. Każde słowo książki jest, w jakiś sposób, dla mnie ważne. Utożsamiam się z emocjami i odczuciami bohaterek.

„Mama”. Jedno z pierwszych słów dziecka. Myślę, że ta pozycja, choć na pierwszy rzut oka wpisuje się w formę książek dla dzieci, bardziej kierowana jest raczej do ich mam. Oczywiście, dzieciom może się również bardzo podobać, ale jeśli są jeszcze małe, takie jak na przykład moje, to mogą po prostu nie do końca wszystko zrozumieć.

Treść książki bowiem porusza. Autorka kilkoma zdaniami potrafiła w piękny, wręcz poetycki sposób wyrazić moc emocji, uczuć, które przeżywa Mama w ciąży, Mama Karmiąca, Mama Samotna, Mama często opadająca z sił, Mama Opiekunka, Mama Szpieg, Mama Drżąca, Mama Cierpiąca, Mama Wkurzona, Mama Tęskniąca, Mama, która straciła swoje dziecko…

Czytając tę książkę czuję, że jestem jedną z nich. Niejedną…

Ilustracje są przepiękne. Powiedziałabym, że wręcz magiczne. To drugi aspekt, który czyni tę pozycję tak wyjątkową. Obrazy doskonale dopełniają treść, wzbogacają ją. Bohaterkami ilustracji są kobiety, które choć tak bardzo się od siebie różnią, łączy jedno – MIŁOŚĆ. Miłość do dziecka. W obliczu tej miłości wszystkie mamy świata stają się bardzo podobne.

Książkę polecam przede wszystkim mamom. Każdej jednej, każdej wyjątkowej.
Dla własnej refleksji, dla chwili wzruszenia. Takiego ze szczęścia.
Na pewno pozycja ta będzie też pięknym prezentem dla kobiety, która oczekuje dziecka, jak i dla świeżo upieczonej mamy.

      

 

TU KUPISZ

 

8 thoughts on “Mama niejedno ma oblicze…

  1. Przepiękna książka!! Koniecznie muszę ją kupić do naszej biblioteczki :). Nie ukrywam, że się wzruszyłam czytając niektóre strony :)…

  2. Czytając Twój opis i patrząc na ilustracje już się wzruszyłam. Pewnie też czytałabym ją i płakała

Pozostaw odpowiedź Aleksandra Załęska Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *