Dziecięce

Małe Licho i anioł z kamienia – PATRONAT BLOGA

TYTUŁ: Małe Licho i anioł z kamienia

AUTOR: Marta Kisiel

ILUSTRACJE: Paulina Wyrt

WYDAWNICTWO: Wilga             

ILOŚĆ STRON: 240

ROK WYDANIA: 2019

WIEK: 8+  

Na tę premierę czekałam od dawna. Książka Małe Licho i anioł z kamienia, którą z wielką przyjemnością objęłam patronatem to druga część hitu książkowego Marty Kisiel Małe Licho i tajemnica Niebożątka (TUUU recenzja). Bardzo się cieszę, że autorka postanowiła jeszcze raz zaprosić nas do tego niesamowitego świata ze swojej wyobraźni, w którym, uwierzcie, naprawdę wszystko jest możliwe. Ta, jak i poprzednia, książka Marty Kisiel to prawdziwe rarytasy polskiej literatury dziecięcej. Jeśli miałabym określić je jednym słowem, chyba byłoby to słowo „nietuzinkowe”. Pierwsza część osiągnęła niemały sukces. Książka Małe Licho i tajemnica Niebożątka została wybrana w plebiscycie Lubimyczytac.pl Książką Roku 2018 w kategorii literatura dziecięca oraz zdobyła Nagrodę im. Ferdynanda Wspaniałego dla najlepszej książki dla dzieci 2018 roku.

Spieszę do Was z informacją, że dalsze przygody Bożka i jego wesołej, acz dziwacznej, ferajny są równie fajowe. Według mnie dwójka jest wręcz jeszcze lepsza niż jedynka 😉

Małe Licho i anioł z kamienia

Jak pamiętamy z poprzedniej części główny bohater książki Bożydar Antoni Jakiełłek, zwany Bożkiem, niegdyś Niebożątkiem, to chłopiec niezwykły – w zasadzie pół chłopiec, pół widmo – wiodący całkiem zwykłe życie, w towarzystwie dość ekscentrycznej rodziny, w skład której wchodzą: jedna mama, dwaj wujkowie, jeden osobisty Bożkowy anioł stróż Licho, jeden Tsadkiel – czyli anioł wujka Konrada, jeden mały potwór Gucio oraz jego 10-krotnie większy pobratymiec i jednocześnie kucharz domu – Krakers, jeden dżin i jeden utopiec w wannie, trzy widma na strychu, a także całe stado różowych królików. Tym razem zastajemy tę przedziwną gromadkę podczas przygotowań do świąt „przesilenia zimowego” 😉 I choć trochę czasu upłynęło od naszego ostatniego spotkania, znów czujemy się wśród nich jak w domu – rozsiadamy się wygodnie w fotelu wuja Tura, przewracamy wesoło oczami na zgryźliwe uwagi wujka Konrada i z radością towarzyszymy Bożkowi i Lichu w przedświątecznym „pierniczeniu”.

Święta udają się nad wyraz pięknie, jednak w ich trakcie dochodzi do zawiązania się, najogólniej mówiąc, drobnego sporu między Bożkiem, a Tsadkielem i właśnie ów spór będzie istotnym wątkiem całej późniejszej historii.
Otóż w wyniku pojawienia się w domu epidemii ospy mama chłopca postanawia wywieźć go razem z Tsadkielem oraz Guciem do tajemniczej cioci za miastem. Jak możecie się domyśleć Bożkowi nie w smak towarzystwo znielubianego anioła. Zwłaszcza, że mają oni trafić razem daleko, do chaty w leśnej głuszy! Także główna akcja książki toczy się tym razem, nie w domu wujków, a w pięknej śnieżnej scenerii w samym środku lasu. Poznajemy też nowych bohaterów – ciotkę Odę, która okazuje się być kimś więcej, niż miłą ciocią oraz jej przyjaciół. Bardzo osobliwych…

Choć tytuł książki brzmi Małe Licho i anioł z kamienia to Licho występuje tu jedynie epizodycznie na początku powieści. Tym razem Marta Kisiel skupia się na osobie drugiego anioła – niewzruszonego Tsadkiela. Tsadkiel bardzo różni się od Licha, które to jak pamiętamy pewnie dobrze z poprzedniej książki „w dziewięćdziesięciu procentach składało się z miłości, w pozostałych dziesięciu zaś z kataru”. Natomiast Tsadkiel jest „(…) tak wysoki, tak piękny i tak dostojny (…) oraz (…) tak nieprzystępny, że z powodzeniem mógłby udawać rzeźbę z zimnego marmuru”. Tak więc, jak się pewnie już domyślacie, Tsadkiel to właśnie nasz tytułowy anioł z kamienia. Autorka nie bez powodu wybrała go na kluczową postać swojej historii. Otóż po raz kolejny poza przednią i ciekawą opowieścią, którą naprawdę niezwykle szybko się czyta (mnie jej przeczytanie zajęło jeden wieczór) otrzymujemy również bardzo ważne przesłanie. Tsadkiel widzi świat zero jedynkowo. Coś jest albo czarne albo białe. Ktoś kto wygląda jak zło wcielone nie może być dobry i odwrotnie – trudno mu uwierzyć, że małe bezbronne dziecko, wołające o pomoc może okazać się do szpiku kości złe. W książce ukazane zostały właśnie takie kontrasty. Dobrzy bohaterowie emanują tu brzydotą i potwornym, drapieżnym wyglądem. Zło zaś autorka ukrywa pod niepozorną i delikatną postacią. I właśnie o tym jest ta książka. O tym, że pozory często mylą i że nie należy oceniać książki po okładce. To przesłanie dotyczy także samego Tsadkiela, ponieważ jest on przykładem na to, że nawet największy twardziel, wydawać by się mogło pozbawiony wszelkich uczuć, może skrywać wrażliwe serce.

Kolejny raz muszę pochwalić styl autorki. Książkę Małe Licho i anioł z kamienia świetnie się czyta. Jest dowcipnie, ciepło, domowo, a czasem nawet wzruszająco. Jest tu wielka przygoda, garść życiowych prawd i ogólnie świetna zabawa w doborowym towarzystwie. Jak już wspomniałam wcześniej ta część podobała mi się jeszcze bardziej niż poprzednia.
Na zakończenie chciałabym zwrócić Waszą uwagę na postać małego czorta Bazyla, który jest przezabawną postacią z przeogromną wadą wymowy 😉 Jeśli kiedykolwiek powstanie ekranizacja książki to polecam w jego roli obsadzić Pana Czesława Mozila, który dubbingował Olafa z Krainy Lodu. No po prostu słyszałam w trakcie lektury w głowie ten głos! 😉

Ano widzicie, z książką Małe Licho i anioł z kamienia można słyszeć nawet głosy 😉

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *