Dziecięce

Łukasz ratuje misia

TYTUŁ: Łukasz ratuje misia, czyli jak udzielać pierwszej pomocy

AUTOR: Izabela Michta

ILUSTRACJE: Anna Gensler

WYDAWNICTWO: Dwukropek

ILOŚĆ STRON: 32

ROK WYDANIA: 2019

WIEK: 3+

W lutym w przedszkolu Florka zorganizowane zostały zajęcia z pierwszej pomocy. Byłam w szoku! Kurs pierwszej pomocy w wieku 4 lat? Kiedy ja miałam 4 lata uczono mnie, co najwyżej, jak sama mam ubrać spodnie. Czy wiedziałam w ogóle, że człowiek ma mózg, serce, czy płuca? Nie pamiętam. Florek takie rzeczy wie. Wie, że są bakterie, wirusy i że wywołują choroby. Wie, że walczą z nimi nasze białe krwinki. Że w naszych jelitkach wchłania się jedzenie, które później trafia do każdej komóreczki naszego ciała, a to co nam niepotrzebne to kupa. Wszystko go ciekawi, dużo czytamy książek o takiej tematyce. O wszystko pyta, a ja mu tłumaczę. Kiedy ja byłam mała były zupełnie inne czasy. Mam wrażenie, że nasze dzieci są mądrzejsze, niż my w ich wieku. Nie potrafią jeszcze wiązać butów, a już uczą się jak ratować ludzkie życie.

Florek owego dnia, po powrocie z przedszkola, z entuzjazmem opowiadał, czego też się na zajęciach dowiedział i… No cóż… Tak naprawdę za wiele to on z nich nie wyniósł. Powstrzymywałam się od śmiechu słuchając o tym, że „jak pali się ogień nie wolno podchodzić, bo można spalić sobie włosy” albo, że „jak ktoś leży i się nie rusza to trzeba mu naciskać na brzuch”

Zapamiętał za to dobrze numery alarmowe na policję, straż i pogotowie. Gdyby chociaż umiał jeszcze obsługiwać telefon! 😉

Zaczęłam zastanawiać się nad sensem zajęć z pierwszej pomocy w tak młodym wieku. Przecież nikt o zdrowych zmysłach nie będzie oczekiwał od małego dziecka wykonania poszkodowanemu resuscytacji krążeniowo-oddechowej! Więc po co to wszystko?
Hmm…

W końcu zrozumiałam!

Nasze dzieci od samego początku uczą się reagować, działać, ratować. Nie czekać, aż ktoś inny to zrobi, ktoś inny się zatrzyma, ktoś inny sprawdzi. Na razie ich wiedza praktyczna jest marna. Jednak zasiane zostało w nich ziarno odpowiedzialności za życie drugiego człowieka. Być może jeszcze tego nie rozumieją, ale będą iść z tą zakodowaną wiedzą dalej w świat. W dorosłość wejdą z wiedzą, którą posiedli odkąd tylko pamiętają. Być może dzięki temu łatwiej będzie im wyjść z tłumu, gdy inni nie będą chcieli widzieć, podejść, dotknąć…

Kiedy tylko usłyszałam o marcowej nowości Wydawnictwa :Dwukropek – „Łukasz ratuje misia”, z której dzieciaki mogą zapoznać się z zasadami pierwszej pomocy, wiedziałam, że po prostu muszę ją mieć!!! Oczywiście dla swoich dzieci… 😉 Nawet nie wiecie jak wielka była moja radość gdy :Dwukropek postanowił spełnić to moje małe marzenie. Dzięki czemu dziś mogę pochwalić się Wam naszymi wrażeniami z lektury.

Łukasz ratuje misia,
czyli jak udzielać pierwszej pomocy

Miał być króciutki wstęp, a tu proszę – znów mi wyszedł niekończący się tasiemiec. Ale cóż ja mogę poradzić na to, że książki :Dwukropka zawsze skłaniają mnie do jakichś refleksji. To wszystko jego… zasługa 😉

„Łukasz ratuje misia” swoją formą wydania, ilustracjami i oczywiście wagą treści trochę przypomina mi recenzowany przeze mnie poprzedni dwukropkowy tytuł  – „Gdy Pola się zgubi”. Po raz kolejny Wydawnictwo :Dwukropek może pochwalić się bardzo mądrą pozycją dla dzieci stworzoną przez polskich autorów.

Marcową nowość uważam za hit. „Łukasz ratuje misia” to książka, której nie powinno zabraknąć w żadnej dziecięcej biblioteczce. Właśnie z powodu, o którym pisałam we wstępie – aby od najmłodszych lat uświadamiać dzieci, co należy robić w obliczu nagłego wypadku. Zasady pierwszej pomocy są tu przedstawione w bardzo przystępny sposób. Przemycane za pomocą prostej, ciekawej historii uzupełnionej kolorowymi i przyjemnymi ilustracjami Anny Gensler, mimowolnie zostają szybko przez dzieci zapamiętywane.

Powiem szczerze, że jako osoba dorosła, która w swoim życiu przerabiała kurs pierwszej pomocy kilka razy w szkole, później na studiach, a nawet dla powtórki z własnej inicjatywy po różnych, nieprzyjemnych, domowych wydarzeniach, stwierdzam, że wielokrotne przeczytanie z dziećmi tejże książki może pomóc również dorosłemu (który przecież wie, ale jednak trochę czasami zapomina) utrwalić zdobytą wcześniej wiedzę 😉

Główny bohater o imieniu Łukasz wybiera się wraz z mamą na lody do pobliskiej kawiarni. Na miejscu chłopiec obserwuje jak jego mama stara się ratować życie nieprzytomnemu staruszkowi. Zastanawiałam się, jak moje dzieci w ogóle odbiorą nową lekturę. Florek zawsze wszystko bardzo przeżywa. Ku mojemu zdziwieniu nie przejął się on jednak, aż tak, losem starszego pana. Interesowały go raczej kwestie udzielania pierwszej pomocy, których przecież (jak dumnie stwierdził) uczył się w przedszkolu. A te w książce przedstawione zostały dwa razy. Autorka w scenie w kawiarni zawarła dynamiczny opis podejmowanych przez mamę Łukasza działań. W drugiej części książki, kiedy bohaterowie są już w domu, mama Łukasza próbuje uczyć chłopca pierwszej pomocy na jego misiu, dodatkowo objaśniając poszczególne czynności.

Izabela Michta zwraca też uwagę małych czytelników na wspaniałą postawę mamy Łukasza, która to w kawiarni zareagowała natychmiastowo, podczas gdy inni jedynie zdarzenie obserwowali. Chłopiec uważa, że jego mama jest superbohaterką. Trudno się z nim nie zgodzić – na ostatniej stronie uśmiecha się do nas uratowany, starszy pan, który być może, właśnie przed chwilką, wyszedł ze szpitala i choć o lasce, w podskokach wraca cały i zdrowy do domu. A wszystko dzięki mamie Łukasza!

 

TU KUPISZ

 

2 thoughts on “Łukasz ratuje misia

  1. Świetny wpis książka zapowiada się niesamowicie. Po takim wstępie, aż sama chętnie bym ją przeczytała 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *