Dziecięce

Księżniczka Zielinka

TYTUŁ: Księżniczka Zielinka

AUTOR: Hollie Hughes

ILUSTRACJE: Deborah Allwright

WYDAWNICTWO: Dwukropek                              

ILOŚĆ STRON: 32

ROK WYDANIA: 2019

WIEK: 2+ 

Niemal każda mała dziewczynka marzy o księciu zaklętym w żabę. Chciałaby jednym całusem zmienić go w przystojnego, wysportowanego, a przy tym mądrego i szarmanckiego młodzieńca. Jak wiadomo, w życiu rzadko się zdarza, żeby było jak w bajce, toteż zwykle pocałowany płaz, z biegiem lat, zmienia się w zwykłego gada. A i całująca piękność, często, z upływem czasu staje się ropuchą 😉

W nowości od Wydawnictwa Dwukropek sprawy mają się trochę inaczej…

Księżniczka Zielinka

Tytułowa Księżniczka Zielinka to żabka, która marzy o przygodach, o życiu z piratami na morzu. Poznajemy ją na barwnych kartach, pięknie wydanej, kwadratowej, całkiem sporej i oprawionej w sztywną okładkę książki. Rodzice, którzy, jak to często bywa, mają dla swoich dzieci inny plan na życie, próbują zeswatać żabkę z jednym z wielu „godnych” kandydatów. Pewnej nocy, zmęczona kolejnymi zalotnikami, Zielinka postanawia uciec. Trafia na statek piratów, opuszczony właśnie przez kapitana. W oka mgnieniu przejmuje dowodzenie i nakreśla nowy plan dla załogi. Stworzona przez ilustratorkę – Deborah Allwright –  postać Księżniczki Zielinki kojarzy mi się z Napoleonem Bonaparte. Mała ciałem, a wielka duchem żabka, wyrywa z marazmu załogę statku „Śnięta Ryba” i prowadzi ją na pełne morze, a konkretniej na morze pełne przygód.

Pod jej rządami piraci niosą pomoc potrzebującym, dzięki czemu sami czują się szczęśliwi. Po pewnym czasie żabkę ogarnia tęsknota, więc postanawia wrócić do rodzinnego domu. Po jej powrocie rodzice przekazują jej władzę nad królestwem, a ona, jak można się domyśleć, żyje długo i szczęśliwie.

„Księżniczka Zielinka” nie jest kolejną łzawą historyjką o wymuskanej pannie czekającej na księcia na białym koniu. Wpisuje się raczej we współczesny trend ukazujący w bajkach silne „kobiety”, które radzą sobie z kłopotami, nie dają sobie w kaszę dmuchać i biorą sprawy w swoje ręce. Tudzież łapki. Żeby nie czekać na szczęście, tylko samemu po nie sięgnąć. Całość napisana jest wierszem, który, przy odrobinie dobrych chęci, można zaśpiewać niczym szanty. Ciekawi mnie, czy tylko ja na to wpadłem?

 

TU KUPISZ

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *