Dziecięce

Dobranoc, gorylku

TYTUŁ: Dobranoc, gorylku

AUTOR: Peggy Rathmann

WYDAWNICTWO: Dwie Siostry                              

ILOŚĆ STRON: 34

ROK WYDANIA: 2019

WIEK: 1+ 

Godzina 23:00… a ja dopiero mogłam zasiąść do komputera, aby napisać dla Was recenzję nowości od Wydawnictwa Dwie Siostry. Czemuż to zaczynasz o tak późnej porze? – pewnie zapytacie… Otóż, już spieszę z wyjaśnieniami. W zasadzie są dwa – nocny marek mały i nocny marek większy! Czy Wasze dzieci też są jak cyborgi na duracellach? I nie chcą iść spać, zawsze wtedy, kiedy akurat macie wieczorem coś do zrobienia? Moje, jak nic, wyposażone są w jakiś detektor – „Oho, mama chce chyba dziś pisać. To balanga do późna!” Mija wieczność nim w końcu zasną…

Taki niewielki zbieg okoliczności, bo nowość, o której chciałabym Wam napisać jest właśnie o innym psotnym nocnym marku, choć jak dla mnie różni się on chyba od moich tylko bujnym owłosieniem. Akcja książki natomiast dzieje się w pewnym kolorowym zoo…

Dobranoc, gorylku

Rudy jegomość, w zielonym uniformie z naszywką ZOO na rękawie, pękiem kluczy przy pasku i z latarką w dłoni rusza na wieczorny obchód po ogrodzie zoologicznym. Dozorca Joe (bo tak ma na imię, jeśli wierzyć plakietce na jego ubraniu 😉 ) żegna kolejno mieszkające w zoo zwierzęta. Każdemu po kolei mówi „dobranoc”. Nie zauważa jednak, że sprytny gorylek, nie mając zamiaru iść jeszcze spać, podkradł mu klucze i skrada się za nim cichutko, po drodze wypuszczając z klatek kolejno słonia, lwa, żyrafę, hienę i pancernika. W pochodzie „nie chcących spać” bierze udział również mała myszka, nierozstająca się ze swoim bananem 😉
Dozorca nie zauważa,  że zwierzęta docierają za nim aż do jego sypialni. Trudno się dziwić – facet prawie przez całą książkę szedł z zamkniętymi oczami i sadząc po obrazkach ledwo się już trzymał na nogach ze zmęczenia. Do ostatniego momentu Joe nie zdaje sobie sprawy z obecności gości w swojej sypialni. Zdejmuje tylko czapkę i buty i ląduje pod kołdrą. Gdy jego żona gasi światło mówiąc – „dobranoc kochanie”, odpowiada jej cała banda zwierzaków. Ta sytuacja jest bardzo pomysłowo zilustrowana. Najpierw komiksowe chmurki „dobranoc” na czarnym tle, a na następnej rozkładówce widzimy jedynie dwoje wielkich, zdziwionych oczu żony dozorcy. Ten oczywiście już dawno zasnął, i szanowna małżonka musi sama zaprowadzić ład i porządek. Biorąc sprawy i latarkę w swoje ręce, odprowadza po kolei nocnych wędrowców. Oczywiście nikt nie jest doskonały i sama (nieświadomie) wraca do domu z gorylkiem i myszką (ta ze swym bananem rzecz jasna).

Historia opowiedziana w książce „Dobranoc, gorylku” jest bardzo zabawna. Nie sposób nie znaleźć w niej analogii do naszych dzieci, które przecież również odbywają nocne migracje ze swych łóżek do łóżek rodziców. Mówiłam Wam, że gorylek przypomina mi moje dzieciaki – chociaż odnoszę jednego i drugiego małego wędrowniczka do ich pokoju, to nad ranem, jakimś cudem i tak, budzimy się w czwórkę.

Na uwagę zasługują ilustracje, które są niezwykle przyjemne dla oka, a to za sprawą ich soczystych, wyrazistych barw. Każda klatka jest w innym kontrastowym kolorze. Ba! Nawet kolor kluczyka odpowiada kolorowi klatki. Niebo na kartach książki jest wręcz tęczowe. Choć akcja toczy się ciemną, czarną nocą, ta została przedstawiana bardzo jasno, miło i ciepło. Wszystko to sprawia, że książkę chce się po prostu oglądać!

Treść „Dobranoc, gorylku” została przedstawiona właściwie jedynie za pomocą ilustracji! Tylko kilka razy występuje jedno słowo – „dobranoc”. Rodzic musi więc swoimi słowami opowiedzieć dziecku tę historię, chociaż myślę, że jest ona tak świetnie zilustrowana, że starsze maluchy, bez problemu, poradziłyby sobie same z interpretacją wydarzeń. Ale przecież jaka to frajda posłuchać wygłupiającego się rodzica, który przy okazji może poćwiczyć swój kunszt aktorski! Jak już kiedyś wspominałam u mnie zdania pisane są zdecydowanie bardziej składne niż te mówione, ale chyba dałam radę, ponieważ dzieciaki były książką zachwycone! Szczerze, to trochę się nawet zdziwiłam. Myślałam, że będzie to typowa pozycja dla maluszków. Zmylił mnie mały format, sztywne strony i brak tekstu. Okazało się, jednak, że to właśnie mój 4,5-latek śmiał się najgłośniej! Książka „Dobranoc, gorylku” zrobiła u nas w domu furorę. Dzieciaki nie pozwoliły mi odłożyć jej nawet na chwilę, zmuszając mnie tym samym do kolejnych ćwiczeń poprawnej polszczyzny 😉

„Jeszcze raz! Jeszcze raz! Jeszcze raz!!!” – słyszałam w kółko. Podobnie jak wykrzykiwane przez moje dzieci, za każdym razem innym głosem „dobranoc” . Wszak każde zwierzę ma przecież inną barwę głosu, czyż nie?

 

TU KUPISZ

 

9 thoughts on “Dobranoc, gorylku

  1. Moja córka też często późno zasypia.
    Książeczki bez słów są super, uruchamiają wyobraźnię.

Pozostaw odpowiedź Monika Flok Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *